Follow by Email

poniedziałek, 20 lipca 2015

Moja dieta cud - recenzja



Po książce "Największe kłamstwa naszej cywilizacji" przyszła kolej na następną książkę Beaty Pawlikowskiej "Moja dieta cud". I tak jak poprzednia książka, ta też bardzo mnie zaciekawiła i czytałam ją w każdej wolnej chwili, często do późna w nocy nie mogąc się od niej oderwać. Polecam Wam tą pozycję Beaty, książka jest po prostu super, pełna mądrych słów i porad. Moja dieta cud to tak naprawdę recepta na zdrowe życie, to sposób na zdrowe odżywianie pozbawione katowania organizmu "dietami odchudzającymi", które niszczą nasz organizm.






Bardzo lubię sposób, w jaki Beata pisze swoje książki, ma niesamowitą lekkość pisania i czyta się jej książki z wielkim zainteresowaniem. Czytając tą książkę w wielu momentach miałam siebie samą przed oczyma, siebie sprzed kilku lat. Wiecznie nieszczęśliwą, odchudzającą się, próbującą nowych diet, jedzącą produkty light i odmawiającej sobie wszystkiego co lubię. 





Znam wiele takich nieszczęśliwych osób, które po prostu nienawidzą siebie, nienawidzą swojego ciała, wręcz się katują a potem w chwili słabości i tak się poddają i zajadają swoje smutki i niepowodzenia. Ja to wszystko przeżyłam i bardzo się cieszę, że teraz jestem na dobrej drodze.

W książce znajdziecie sposób jak  zdrowo pozbyć się nadprogramowych kilogramów, zadbać o własne zdrowie, samopoczucie. Bardzo mi się podobało jak Beata porównuje nasz organizm do miasta, nasze komórki do cegieł. Jeżeli będziemy dostarczać zdrowe i cenne składniki nasz organizm będzie miał się dobrze, to jak budowa domu, z byle czego miasta nie zbudujemy. 

"Jesteś cały zbudowany z komórek. Każda pojedyncza komórka jest jak miasto. Te wszystkie miasta razem tworzą państwo. I ty jesteś tym państwem. Twoje zdrowie zależy od tego co się dzieje w twoich komórkach. Każda twoja komórka produkuję energię, oddycha, pije i je - i czerpię siłę z twojego pożywienia."





Warto spożywać regularnie posiłki, jeść mniejsze porcję a częściej. Ja gdybym kiedyś takie słowa usłyszała czy przeczytała to nie uwierzyłabym w to. Jadłam bardzo nieregularnie, nie jadłam śniadania, dzień zaczynałam od wypicia kawy. Jadłam może 2-3 posiłki dziennie, mój organizm był bardzo rozregulowany. Teraz jem mniejsze porcję, rozłożyłam to na 4-5 posiłków a dzień rozpoczynam od pożywnego śniadania, takie i inne rady znajdziecie w książce Beaty Pawlikowskiej "Moja dieta cud".





"Twój zewnętrzny wygląd w 100 % zależy od tego, co dzieje się w tobie w środku: w twojej duszy i w twoich komórkach."

Słuchajmy potrzeb swojego organizmu, bądźmy dla siebie dobrzy. Starajmy się dbać o każdy centymetr naszego ciała. Bądźmy po prostu szczęśliwi. W książce znajdziemy przykładowe zdrowe śniadania i przykłady śmieciowego jedzenia, co należy jeść a czego unikać.
Jeżeli jesteście zainteresowani ja zdecydowanie Wam polecam tą książkę. 





Za książkę dziękuje Wydawnictwu Burda.

25 komentarzy:

  1. Fajna książka, bardzo ładna szata graficzna. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Spoko, że Pawlikowska uważa serek wiejski o obniżonej zawartości tłuszczu (skład: twaróg, śmietanka, sól) za bardziej trującego od cheeseburgera gotowego do odgrzania w mikrofali. Albo jogurt grecki light (skład: mleko pasteryzowane, białka mleka, żywe kultury bakterii jogurtowych) za bardziej trujący od kostek rosołowych. Ale w toku myślenia Pawlikowskiej od dawna nie ma co doszukiwać się logiki... w końcu jest osobą, która uważa, że lekarze też istnieją tylko po to, by nas wytruć i powinniśmy wrócić się do czasów średniowiecza i czerpać energię ze słońca i ziółek. Tymczasem na okładce jest wyfotoszopowana o jakieś 20 lat w dół, na żywo wygląda zupełnie inaczej, nawet moja babcia wygląda lepiej od niej. Dla mnie Pawlikowska jest zwykłą oszołomką.
    /Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marto mikrofala i kostki rosołowe nie mają miejsca w kuchni. Trzeba przeczytać książki Beaty, żeby zrozumieć jej pogląd na życie i na świat. Może i Pawlikowska jest w oczach wielu osób oszołomką ale ja w wielu sprawach się z nią zgadzam. I sama od dawna pewne składniki wyrzuciłam z mojej kuchni. A diety - próbowałam ich tysiące i nic dobrego z nich nie wyszło. Zdrowe i rozsądne podejście to klucz do sukcesu. Pozdrawiam i dziękuje za twoją opinię. Każda jest dla mnie ważna :-)

      Usuń
    2. Kostka rosołowa to zlepek środków chemicznych i konserwantów poprawiających smak. Jest tyle możliwości tyle ziół i innych przypraw . A lekarze ?? Cóż - jak boli kręgosłup to zaserwują tabletkę przeciwbólową a nie poszukają przyczyny bólu. Jesli ktoś głośno to powie to jest oszołomem ??

      Usuń
    3. Na temat lekarzy kochana to ja bym wolała się nie wypowiadać. Dopóki nic nam nie dolega to jest ok, ale jak pojawia się problem to dopiero jest masakra. Słowo lekarz w dzisiejszych czasach mi osobiście nie kojarzy się najlepiej - i często jak człowiek chory to nie potrafi pomóc. Jest ogólnie jedno wielkie bagno. Oczywiście zdażają się na szczęście jeszcze prawdziwi lekarze :-)

      Usuń
    4. Może i nie mają miejsca w kuchni, ale pełno jest tych produktów w sklepach, a Pawlikowska napisała "najbardziej trujące rzeczy w SKLEPIE" a nie "w mojej kuchni". No więc ja uważam, że W SKLEPIE znajdziemy mnóstwo rzeczy o wiele bardziej trujących rzeczy niż bogu ducha winny serek wiejski lekki czy jogurt o obniżonej zawartości tłuszczu. Pawlikowska po prostu się już tak odkleiła od rzeczywistości że albo nie wie co znajduje się na półkach sklepowych, albo pisze na jakiejś fazie.

      Jaga, nie wiem do końca co miał wnieść Twój komentarz - ja wiem, że kostki to świństwo, nie musisz mi to mówić, przecież właśnie w komentarzu przedstawiłam je jako najgorszą rzecz (ale trzymajmy się prawdy - kostki nie zawierają konserwantów tylko szkodliwe tłuszcze trans oraz glutaminian. Konserwanty nie służą poprawianiu smaku tylko konserwacji jedzenia!).
      A co do lekarzy - pewnie. Jak boli ząb, to idźmy do kowala, niech wyrwie od razu bez znieczulenia obcęgami. Jak zranimy nogę, przyłóżmy do niej liścia zamiast opatrunek, a jak wda się zakażenie, to chlast nogę piłą na żywca. Jak się dziecko przy porodzie obróci pośladkowo, to trudno, niech umrze razem z matką. Tego by chciała Pawlikowska i Jaga, ponieważ lekarze to oszołomy.

      I nie jestem anonimowa, przecież się podpisałam.

      / Marta

      Usuń
    5. Marto bardzo szanuję twoją opinię i całe podejście do sprawy, ale te serki light to wyrwana część z całości - czytałaś książkę czy zobaczyłaś napis na zdjęciu. Właśnie Beata w książce mówi o wielu trujących i szkodliwych produktach. Rozumiem, że nie akceptujesz sposobu na życie Beaty Pawlikowskiej, ale książka zawiera dużo cennych i mądrych opinii i nie każdy się musi z nimi zgadzać. Tak to już jest że mamy prawo myśleć i robić inaczej i to jest według mnie ok. Każdy niech postępuje według swojego własnego "ja" i niech będzie szczęśliwy. A wielu lekarzy to niestety "oszołomy".

      Usuń
    6. Chyba szkoda się silić na tłumaczenia - każdy widzi to co chce - Po to lekarze się uczą całe lata, żeby umieć odebrać poród pośladkowy, a Ty Marto popadasz ze skrajności w skrajność. Wiem też, że lekarze aplikują miliony tabletek bez potrzeby i na zwykłe zapalenie gardła bez antybiogramu - antybiotyk. A później przy zapaleniu płuc pozostaje się leczyć sokiem malinowym, bo organizm uodporni się na wszystkie antybiotyki. Lekarze to oszołomy - oczywiście nie wszyscy, ale mało który przy "chorobach cywilizacyjnych" typu Nadciśnienie tętnicze, choroba wieńcowa, miażdżyca, cukrzyca itp zaproponuje zmianę diety i zaproponuje zmianę trybu życia - po co się wysilać - lepiej zaproponować tabletkę - szybciej i wygodniej

      Usuń
  3. Zaciekawiłaś mnie :))
    Książka zapowiada się naprawdę nieźle i myślę, że mojej mamie bardzo by się spodobała :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo lubię czytać takie książki :-)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Ewuś ja ją przeczytałam i bardzo mi się podobała :-)

      Usuń
  5. Nie cierpię czytać.
    Ale przeczytam.
    Maruda

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam, ale mam co do niej mieszane uczucia... Niby ciekawa i na pewno czytało mi się ją lekko, ale wg.mnie za dużo "lania wody" :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu dziękuje za opinię. Ja co prawda wiele już takich książek przeczytałam a temat diet nie jest mi obcy. I lubię książki Beaty i z chęcią sięgam po kolejne :-)

      Usuń
  7. Nie mogę się do niej przekonać, za dużo u niej przesądów, niż rzetelnej wiedzy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem kochana. Masz prawo do tego. Ja zauważyłam, że jedni ją lubią inni nie akceptują.

      Usuń
  8. Coś mi się wydaje, że "ameryki" nie odkrywa, sporo już przeczytałam w tym temacie i wcieliłam w życie, więc chyba daruję sobie tą książkę i poszukam jakiejś innej lektury na lato ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Avnieszko racja. Wiele takich książek jest na rynku i to już od dawna :-) ja ich przeczytałam już kilka :-)

      Usuń
  9. Hm....tak odnośnie anonimu...a kto z nas nie jest oszołomem? Każdy w jakimś stopniu ma bzika na jakimś punkcie.
    Już kiedyś pisałam...Panią Beatę się bardzo fajnie słucha, fajnie czyta , ona nie każe nam brać wszystkiego tak jak leci, każdy z nas jest inny i każdy powinien wyłuskać coś dla siebie. Aby życie było piękne, cudowne i mało stresujące trzeba pokochać siebie, a wtedy i świat wyda nam się piękniejszy. Pozdrawiam serdecznie Marzenko. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawa książka, muszę na nią zerknąć :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przez ostatnie dni sporo czytałam na temat Pawlikowskiej, przestudiowałam również jej książki z tej serii co powyżej i muszę jednak zmienić zdanie. Nie powinnam była nazywać jej oszołomem. Ta pani jest po prostu chora.
    Pawlikowska w mediach sporo opowiadała, że długo zmagała się z anoreksją i bulimią. Z tymi chorobami już się uporała, jednak wpadła w sidła kolejnej - ortoreksji o dużym nasileniu. Bo jak nazwać osobę, która "trującymi" nazywa praktycznie wszystkie potrawy inne niż te, które przygotuje sobie sama? Która namawia swoich czytelników, by rezygnowali ze spotkań (np. z przyjaciółmi i rodziną) na mieście, ponieważ naraża to ich (czytelników) na jedzenie trucizny? Która truciznę widzi wszędzie w tym, co nie jest certyfikowane, eko i bio? Która uważa, że trujące są np. mrożone warzywa lub koncentrat pomidorowy (i najwyraźniej nie ma zielonego pojęcia o chemii i procesach technologicznych)? Która do grona "substancji chemicznych" zalicza np. laktozę i glukozę, ale na przykład skrobię, kwas askorbinowy lub metioninę już nie? WTF? Dlaczego tak - wie tylko ona sama. Dlaczego jedne związki chemiczne (organiczne czy też nieograniczne) nazywa "substancjami chemicznymi" a inne już nie (czyli że wg niej są jakie? "kosmiczne"?)...
    Mnie opadły witki po przeczytaniu jej poradników. Oczywiście nie wszystko jest bzdurą, ma rację w kwestii np. ilości spożywanych posiłków czy aktywności fizycznej, ale to są prawdy powszechnie znane. Prawdy, która przetyka stekami kosmicznych bzdur. I dziwię się, że ktokolwiek, kto przerobił chemię na poziomie gimnazjum, tych bzdur nie wychwytuje i ślepo w nie wierzy...

    pozdrawiam, Marta

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuje za odwiedziny i pozostawiony komentarz. Będzie mi miło jak spotkamy się znowu. Drogi anonimie zostaw chociaż swoje imię. Wypróbowałaś/eś przepis z mojego bloga - podeślij mi zdjęcia a umieszczę go w galerii na fb.

Zdjęcia i przepisy są moją własnością.
Nie zgadzam się na ich kopiowanie i publikowanie bez mojej zgody. Jeżeli chcesz je wykorzystać napisz do mnie szkodzinska.marzena@gmail.com

Translate

Wydrukuj przepis

:-)

:-)

Archiwum

:-)

sprawykuchenne.pl

:-)

rondel

Jestem tutaj

Durszlak.pl

Tutaj też mnie znajdziesz

Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Top blogi