Curry z kalafiorem i cukinią


Zapraszam was dzisiaj na mega pyszny obiad. Normalnie aż się zakochałam w tym smaku i jadłabym teraz takie pyszności niemal codziennie. Uwielbiam curry - to dla mnie przyprawa, która po prostu musi być w mojej kuchni, tak samo jak cynamon i kurkuma. I warzywa i ryż, a to wszystko razem połączone w jednym daniu. Tak, tak kochani, curry z kalafiorem i cukinią po prostu wymiata. Robi się je bardzo szybko i łatwo, a jak smakuje. Mniam, po prostu mniam. Zresztą musicie sami spróbować i też będziecie się tak zachwycać jak ja. Jestem tego pewna, że będzie wam smakowało. 


Składniki:

- 1 kalafior
- 200 g pieczarek
- 1 średnia cukinia
- cebula czerwona
- puszka mleczka kokosowego
- 150 ml bulionu (warzywny lub mięsny)
- 100 ml napoju kokosowego (można zastąpić wodą lub bulionem)
- łyżka oleju kokosowego (Woj-Len)
- łyżka mąki orkiszowej 1850
- 2-4 łyżeczki koncentratu lub pasty curry
- sól, pieprz
- 1/4 łyżeczki suszonej kolendry
- 2 łyżeczki słodkiej papryki 
- garść natki pietruszki
- ryż basmati lub jaśminowy


Pieczarki i cukinię pokroić w kostkę, tak samo cebulę. Kalafior podzielić na małe różyczki. Rozgrzać patelnię z olejem kokosowym i wrzucić cebulę i pieczarki, chwilkę przesmażyć. Dodać kalafior i cukinię i odrobinę wody (100 ml wystarczy). Warzywa dusić 10 minut, aż lekko zmiękną.

Do miski wlać mleczko kokosowe, bulion, napój kokosowy, koncentrat curry - ilość zależy od waszego smaku, sól, pieprz, słodką paprykę oraz łyżkę mąki. Wszystko razem wymieszać i wlać do warzyw. Dusić jeszcze chwilkę, na sam koniec dodać kolendrę - można także użyć świeżej. Curry ma być lekko ostre - doprawić jeszcze do smaku.

Curry podawać z ugotowanym ryżem, posypać natką pietruszki. 




Bułki do burgerów


Dzień dobry kochani. Zapraszam was dzisiaj na pyszne bułeczki, które możecie wykorzystać na wiele sposobów. Są świetne jako burgery, wystarczy dodać kotlety, warzywa i sos i już mamy gotowy obiad. Mogą nam także posłużyć na śniadanie w towarzystwie twarożku, warzyw, dżemu czy serów. Są naprawdę łatwe do zrobienia i pyszne. Przepis na te bułki znalazłam w książce Piotra Kucharskiego "Chleb domowa piekarnia", jest tam wiele fajnych przepisów na pieczywo. Także zachęcam was do wypróbowania takich bułeczek. Życzę wam miłego dnia, ja właśnie jem śniadanko przy szumie Grajcarka, piję kawkę i wybieramy się w góry. Pogoda cudna, ani jednej chmurki i słoneczko. Będzie gorąco. Ale my trasę mamy biegnącą w większości przez las, więc damy radę. Bo przecież nie będziemy siedzieć - bo kolana już odpoczęły i mają się znacznie lepiej. No to ja uciekam i przesyłam wam pozdrowienia. 


Składniki:

zaczyn
- 20 g drożdży świeżych
- 2 łyżki cukru
- 100 ml ciepłego mleka

ciasto
- 100 ml śmietany 30%
- 3 żółtka
- 80 g miękkiego masła
- pół łyżeczki soli

- białko do posmarowania bułek, sezam do posypania

Do miski wsypujemy mąkę. W ciepłym mleku rozrabiamy drożdże z cukrem i dodajemy do mąki, mieszamy. Odstawiamy na 30-60 minut do wyrośnięcia.

Następnie dodajemy śmietanę wymieszaną z żółtkami, roztopione masło, mąkę pszenną i sól. Wszystko razem wyrabiamy. Ciasto przykrywamy ściereczką i zostawiamy na 2-3 godziny do wyrośnięcia. 

Z ciasta formujemy 6 lub 8 bułek i układamy je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i posypanej mąką. Odstawiamy jeszcze na 30 minut do wyrośnięcia. 

Piekarnik rozgrzewamy do 220 stopni, grzanie góra-dół. Każdą bułkę smarujemy białkiem i posypujemy sezamem. Bułki pieczemy przez 10-12 minut, aż się ładnie zarumienią. 

Po upieczeniu przekładamy je na kratkę, aby wystygły. Takie bułki możemy podać na śniadanie, możemy z nich przygotować burgery - dodać kotlety, warzywa, sosy. 







Pleśniak z wiśniami


Ufff jak gorąco, dosłownie tropiki. Żałuję, że nie mam w pobliżu jakiegoś basenu czy jeziorka, gdzie mogłabym się schłodzić. Pozostaje tylko co jakiś czas prysznic i szukanie chłodniejszego miejsca w domu, a takiego brak. W sumie to najchłodniej mam w kuchni, więc tam siedzę najczęściej. Nie wiem kiedy to się ochłodzi bo pogodynka pokazuje cały czas temperaturę blisko 30 stopni. No to lato należy do upalnych, zresztą wiosna też taka była. Ale tak siedząc w kuchni cały czas coś wymyślam, i to nic, że trzeba odpalić piekarnik w tą gorączkę. Takie ciasto jest tego warte, uwierzcie mi. Jest po prostu pyszne i znika w ekspresowym tempie. Przepis jest na dużą blaszkę, jeżeli macie mniejszą to użyjcie mniej składników. To ja zostawiam was z pleśniakiem i życzę cudownego dnia.



Składniki:

- 510 g mąki pszennej typ 500 (Kłos-Pol)
- 250 g mąki tortowej
- 3 łyżki cukru
- 6 jajek
- 300 g zimnego masła
- 3 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 kg wiśni (waga przed wypestkowaniem) 
- 3 łyżki mąki ziemniaczanej
- 1,5 szklanki cukru do piany


Do dużej miski wsypujemy mąkę pszenną i tortową, cukier, proszek do pieczenia, żółtka i pokrojone, zimne masło. Wszystko razem łączymy ze sobą za pomocą palców lub w mikserze z hakiem. Ma powstać jednolite ciasto, które formujemy w kulki. Ciasto chowamy na dwie godziny do lodówki. 

W tym czasie z wiśni usuwamy pestki. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni, grzanie góra-dół. 

Blaszkę (38x25 cm) smarujemy masłem i posypujemy mąką. Ciasto dzielimy na dwie części - 60% i 40%. Tą większą część ciasta ścieramy na tarce na dużych oczkach i wykładamy na blaszkę, lekko dociskamy. Do wiśni dodajemy mąkę ziemniaczaną i mieszamy, wykładamy je na ciasto. Białka ubijamy na sztywną pianę i pod koniec dodajemy 1,5 szklanki cukru, chwilkę jeszcze miksujemy. Pianę wykładamy na wiśnie i ścieramy resztę ciasta, rozsypujemy na pianie. 

Ciasto pieczemy przez 40-45 minut, aż wierzch się ładnie zarumieni. Po upieczeniu zostawiamy je, aby nieco odpoczęło, wystygło i wówczas możemy kroić. 
Smacznego. 






Botwinka z buraczkami


Dzień dobry kochani. Dzisiaj zapraszam was na wspaniałą zupę, którą uwielbiamy i dość często ją robię. Botwinka to dla mnie smak zupy z dzieciństwa. Przerywałam ostatnio z mamą buraki i miałam całą reklamówkę liści, czyli popularnej botwiny. Część zamroziłam na zimę (kroją ją wtedy i chowam do woreczków) a z reszty ugotowałam zupę. Wyszła po prostu pyszna w smaku. Taką zupę można także podać w wersji na zimno jako taki chłodnik. Dodajcie wówczas do zupy większą ilość jogurtu naturalnego. Ja także dodałam zupę barszcz czerwony firmy Sys Dania Babci Zosi, jest rewelacyjna nie tylko jako samodzielne danie, same naturalne składniki. Szczerze wam polecam. To ja zostawiam wam przepis na zupkę a sama biegnę dalej. Miłego dnia słoneczka. 




Składniki:

- 1 pęczek botwinki
- zupa barszcz czerwony SYS
- 2 buraki 
- 2 l wywaru warzywnego lub mięsnego
- 1 cebula
- kilka ziemniaków
- 100 ml śmietany 18%
- sól, pieprz
- łyżka masła
- koperek i natka pietruszki


Buraki i cebulę kroimy w kostkę, przekładamy do garnka. Dodajemy masło i podsmażamy chwilkę. Wlewamy wywar mięsny lub warzywny i gotujemy 15 minut. 

Botwinkę kroimy. Dodajemy do zupy razem z pokrojonymi ziemniakami. Wrzucamy także zupę barszcz czerwony, są tam dwa opakowania w środku - jedno z suszonymi warzywami dodajemy od razu do garnka, drugie rozrabiamy z wodą i dodajemy pod koniec gotowania - na opakowaniu jest wszystko dokładnie opisane. Zawartość opakowania to same naturalne składniki - warzywa i przyprawy. Gotujemy do miękkości. Do kubka wlewamy śmietanę i dolewamy kilka łyżek zupy, mieszamy i przelewamy do garnka. Przyprawiamy do smaku solą, pieprzem oraz dodajemy posiekany koperek i natkę pietruszki. 

Botwinkę możemy podać także z ugotowanymi jajkami. Super smakuje także jako chłodnik, można wówczas dodać do niej większą ilość jogurtu naturalnego. 
Smacznego. 




Woda z cytryną, pomarańczą i rozmarynem i dzbanek filtrujący wodę


Woda jest podstawą naszego życia, jest ona po prostu niezbędna do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. Reguluję ciśnienie tętnicze, oczyszcza organizm z toksyn, utrzymuje odpowiednią temperaturę ciała, poprawia wygląd naszej skóry. 
Nasz organizm najpierw odczuwa brać wody a nie brak jedzenia. Zbyt mała ilość wypitej wody skutkuje bólem głowy, zaburzeniami pamięci, suchą skórą, wysychaniem błony śluzowej. Zwłaszcza podczas upałów należy zadbać o odpowiednie nawodnienie. Przyjęło się, że powinniśmy wypijać co najmniej 2 litry wody, ale ja myślę, że każdy organizm jest inny i to także zależy od naszego stylu życia. 

Powiem wam szczerze, że ja owszem wodę piję, ale wciąż za mało. Staram się zawsze mieć ją przy sobie i po prostu po nią sięgać. Jak ćwiczę lub jeżdżę na rowerze to piję duże ilości zwykłej, czystej wody. Ale na co dzień wolę wodę z dodatkiem mięty, melisy, cytryny, pomarańczy, rozmarynu. Jakoś tak lepiej mi wchodzi woda z dodatkami i nie mówię tu o słodkich dodatkach typu soki. Bo to wcale nie jest takie zdrowe, a wody smakowe dostępne w sklepach pełne są zbędnego cukru. Tak samo napoje i soki. Dlatego ja wybieram wodę i moja rodzina również. I powiem wam, że już od dłuższego czasu nie kupuje wody w butelkach - dla mnie to oszczędność czasu, bo nie muszę jej nosić ze sklepu, oszczędność pieniążków, a także dbanie o środowisko bo nie wyrzucam plastikowych butelek. Używam dzbanków przelewowych, filtrujących wodę. 


Dzbanki filtrujące wodę to dla mnie najlepsze rozwiązanie. Po prostu wlewam wodę z kranu do dzbanka, wkład ją filtruję a ja piję czystą, zdrową wodę. Szukając dzbanków, bo na rynku jest ich całkiem sporo, kieruję się wygodą używania, funkcjonalnością i wykonaniem. Dzbanek Aguaphor Amethyst spełnia moje oczekiwania w pełni. Czerwony kolor - bo mam bzika na tym punkcie, pojemność filtrowanej wody 1,5 litra, szybka filtracja, wygodna pokrywa żebrowana (nie ma potrzeby otwierania pokrywy, wystarczy przesunąć i żeberka same się otwierają i dają możliwość nalania bezpośrednio wody),  wymienny i bardzo wydajmy wkład - 200 l (wymiana średnio co dwa miesiące), mechaniczny wskaźnik zużycia wkładu. Dzbanek jest ładny, wygodny i naprawdę solidnie wykonany. 

Wkłady filtrujące Aquaphor zmniejszają ilość najbardziej szkodliwych substancji znajdujących się w wodzie:
- twardość wody - kamień i żółty osad
- osad taki jak rdza, piasek, szlam
- chlor, chloroform i inne związki chloru organicznego
- metale ciężkie, żelazo, ołów, rtęć, miedź
- produkty ropopochodne
- fenole
Ja obecnie używam wkładu filtrującego B25 (MG) MAXFOR, który wzbogaca wodę w magnez. Skutecznie usuwa z wody chlor, fenol, pestycydy, żelazo i niweluje nieprzyjemny smak i zapach wody. Wydajność takiego filtra wynosi 200 l co wystarczy średnio na dwa miesiące używania. Ja jestem bardzo zadowolona z mojego czerwonego dzbanka, używam co kilkanaście razy dziennie, bo moja cała rodzinka pije wodę. Zdecydowanie wam polecam takie rozwiązanie. 

Zajrzyjcie na stronę Aquaphor i zobaczcie jakie jeszcze ciekawe rozwiązania oferują i jakie mają produkty. 



A teraz szybki przepis na wodę smakową. 

- woda z dzbanka filtrującego
- dwa plasterki cytryny
- dwie gałązki rozmarynu
- sok z połowy pomarańczy
- kostki lodu - opcjonalnie

Wodę przelewamy do dzbanka, dodajemy plasterki cytryny i rozmaryn, wyciskamy sok z pomarańczy i dodajemy opcjonalnie kostki lodu, aby wodę schłodzić. Oczywiście do przygotowania lodu używam wody z dzbanka filtrującego. 

Do takiej wody możemy dodać mrożone owoce, listki mięty, melisy, limonkę. 

Drożdżówka z borówkami i kruszonką


Uwielbiam ciasto drożdżowe. A najlepsze jest w nim wyrabianie samego ciasta, dla mnie ma właściwości terapeutyczne. Mogłabym je wyrabiać codziennie i codziennie je jeść. Przepis na to ciacho podrzuciła mi moja siostra, znalazła go w książce z przepisami Thermomix. Koniecznie spróbujcie go zrobić, jest bardzo łatwe i bardzo szybkie. Wyjdzie bez problemu każdemu. A jak smakuje, mniam mówię wam. Ma tylko jedną wadę, zbyt szybko znika. Tak więc kochani jutro już piątek, zaczynamy weekend i takie ciacho będzie w sam raz. Miłego wieczorku i smacznego. 



Składniki:

- 580 g mąki tortowej
- 320 g mleka
- 70 g świeżych drożdży
- 50 g cukru
- 2 żółtka
- 1 jajko
- cukier waniliowy
- szczypta soli
- 40 g oleju słonecznikowego (Woj-Len)
- 120 g miękkiego masła
- 300-400 g owoców - u mnie borówki amerykańskie

kruszonka
- 100 g mąki tortowej
- 60 g cukru
- 60 g zimnego masła


Do miski wsypujemy mąkę. Mleko podgrzewam do temperatury 37 stopni i rozpuszczamy w nim drożdże. Do mąki dodajemy cukier, sól, żółtka i jajko, cukier waniliowy, olej i miękkie masło (możemy także go rozpuścić). Wlewamy mleko z drożdżami i chwilkę wyrabiamy ciasto, aż składniki się dobrze połączą.

Ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 20-30 minut, aby wyrosło. 

Blaszkę (38x25 cm) smarujemy masłem i wysypujemy mąką. Przekładamy ciasto i układamy owoce. 
Przygotowujemy kruszonkę - mąkę tortową mieszamy z cukrem i zimnym masłem, rozdrabniamy po prostu ze sobą palcami. Kruszonką posypujemy ciasto.

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni, grzanie góra-dół, pieczemy ciasto przez 40-45 minut. 





"Dieta w insulinooporności" recenzja


Insulinooporność - co to takiego. Ja wiele razy słyszałam o tym od moich znajomych, wiedziałam o tym tyle, że jest problem z poziomem cukru i insuliny i trzeba być na diecie i nauczyć się z tym żyć. Ja od jakiegoś czasu borykam się z problemami zdrowotnymi i dosłownie kilka dni temu stwierdzono u mnie insulinooporność i aktywne pcos (bo przez jakiś czas było uśpione przez leki). No dobra, pomyślałam sobie - jeżeli mam to coś to najpierw musimy się dokładnie poznać. I tu z pomocą przyszła mi książka "Insulinooporność zdrowa dieta i zdrowe życie" oraz "Dieta w insulinooporności" Dominiki Musiałowskiej i Magdaleny Makarowskiej. 
Problem insulinooporności dotyka bardzo wiele osób, nawet nie sądziłam, że to tak wielki problem. Wielu z nas nawet nie wiem, że ma taki problem i szuka przyczyn złego samopoczucia - wahania wagi, uczucie słabości, uczucia gorąca, nadmierna senność po posiłku, obniżenie nastroju, rozdrażnienie, bóle głowy, ogólne ciągłe zmęczenie, uczucie zimna, napady głodu, ochota na słodycze, problemy z pamięcią czy koncentracją. Nie leczona insulinooporność może doprowadzić do cukrzycy typu 2, tak więc warto się dowiedzieć czy w ogóle mamy ten problem - i tu należy zrobić krzywą cukrową i krzywą insulinową. Ja długo szukałam przyczyn mojego złego samopoczucia i wariacji mojego organizmu.




Ale wróćmy do samej książki. Jest ona podzielona na dwie części - pierwsza to zbiór najważniejszych informacji o insulinooporności, jej objawach, diagnostyce, zaleceniach, rokowaniach oraz lekach. To prawdziwy poradnik jak żyć. Dziewczyny tutaj dokładnie wszystko wyjaśniły, krok po kroku i po przeczytaniu naprawdę wiemy z czym mamy do czynienia.



Druga część to dieta. I tutaj mamy prawdziwy zbiór przepisów na wiele tygodni - w sumie jadłospis na cztery miesiące. Znajdziecie tutaj praktyczne porady jakie produkty wybrać, typ obróbki kulinarnej oraz rozkład posiłków. Dzienna kaloryczność posiłków wynosi 1500 kcal a przepisy są bardzo urozmaicone, uwzględniają sezonowość produktów, są proste i naprawdę łatwe do przygotowania. Jest także możliwość zamiany produktu na produkt wegetariański, co jest naprawdę super pomysłem. Dziewczyny uwzględniły jeszcze oszczędność czasu i ułatwiły przygotowanie posiłków tak, aby wystarczyły nam one na dwa dni. Są także dołączone tygodniowe listy produktów co uważam osobiście za duży plus i ułatwienie codziennych zakupów. 



Są także przepisy na coś słodkiego, ale są to zdrowe słodycze ale bardzo apetycznie się zapowiadające. Bo przecież też nam się coś od życia słodkiego należy, co nie. Ja przeczytałam obie książki i z całego serca wam je polecam. Warto zmienić swoje życie, swoją dietę, po to, by być zdrowym i się dobrze czuć. Trzeba wsłuchać się w swój organizm a wszystko będzie dobrze. Myślę, że każdy z tą książką nauczy się bez problemu komponować posiłki i będzie wiedział co może jeść a co powinien unikać. 
W insulinooporności ważny jest także ruch - i tu autorki także o tym nie zapomniały, jest plan treningowy na 16 tygodni a także przepisy na posiłki okołotreningowe. Dziewczyny pomyślały o wszystkim. 




Książkę polecam wszystkim osobom borykającym się z problemem insulinooporności a także dietetykom, aby poszerzali swoją wiedzę i mogli pomóc osobom, które się do nich zgłaszają z problemem. Ja po przeczytaniu tej książki jestem naprawdę mądrzejsza i już wiem co mam robić, aby uporać się z moim problemem. I już mnie tak nie przeraża insulinooporność i powiem wam, że po tygodniu stosowania diety czuję się o wiele lepiej i normalnie funkcjonuje. Tak więc zachęcam do lektury.  


Tytuł - "Dieta w insulinooporności"
Autor - Magdalena Makarowska, Dominika Musiałowska
Ilość stron 356, miękka oprawa
Cena 29,93 zł
TaniaKsiążka