8/29/2018 10

Porozmawiajmy o zespole policystycznych jajników część pierwsza moja historia



Zespół policystycznych jajników. Tak to takie wstrętne paskudztwo te "jamniki" jak ja to żartobliwie nazywam. Nie wiem czy kiedykolwiek mieliście z "tym czymś" do czynienia, słyszeliście coś na ten temat ? ale w zasadzie od czego tu zacząć - właściwie to od samego początku. Opowiem wam moją historię i to ona będzie początkiem cyklu wpisów na temat policystycznych jajników. 

Zespół policystycznych jajników zdiagnozowali u mnie już parę ładnych lat temu. W 2001 roku urodziłam syna i wydawałoby się, że wszystko jest super. Wcześniej miałam już problemy hormonalne, nieregularne miesiączki, problemy z wagą, ale nie przywiązywałam ani ja ani lekarze do tego jakiejś większej wagi, ot nastolatka więc hormony szaleją. 
Problemy zaczęły się po ciąży, ale w sumie nie od razu. Miałam odrobinkę spokoju a potem jak gruchnęło to z potężną siłą. Po pierwsze zaczęłam tyć, obojętnie ile jedzenia w ciągu dnia spożywałam to puchłam i to dosłownie. Zaczęłam stosować dietę, ćwiczyć i co - i nic. Zupełnie nic, waga nie spadała a bywało, że jeszcze rosła. Rozpacz, załamanie, łzy - wszystko to co przeszłam to istna wariacja, tak jak wariowały moje hormony. Cokolwiek bym nie zrobiła, próbowała, nic nie pomagało. No i moja miesiączka znowu zaczęła się pojawiać i znikać kiedy tylko chciała, potrafiła się nie pojawiać przez kilka miesięcy. Waga wahała się w górę i w dół, schudłam 5 kg a za jakiś czas przytyłam 8 kg, i tak w kółko. Nie muszę wam chyba mówić jak się czuję kobita, która tak naprawdę nie funkcjonuję do końca jak kobita. Jak się czuję kobita, która tyje nie wiadomo z czego. Ja rozumiem gdybym jadła, ech powiem dosadnie żarła, słodycze, chipsy itd, jadła i jadła, to bym za to winiła to, że kilogramy idą w górę. A tak to kogo i co miałam winić. Hormony dosłownie grzmiały i błyskały, zmienność nastrojów, złe samopoczucie, niska samoocena, wściekłość na wszystko i na wszystkich. Jednych słowem masakra. 

Trafiłam do lekarza, jednego, drugiego, trzeciego. Pani doktor przepisała mi leki na bazie sterydów, ech to był najgorszy etap w moim życiu. Sterydy powodowały u mnie straszne skutki uboczne, po prostu ich nie tolerowałam, dalej miałam hormonalne zawirowania, miesiączka raz była a raz nie, i co jeszcze do tego - dalej tyłam. Wyglądałam po prostu jak słonica - tak wtedy o sobie myślałam patrząc w lustro, po prostu słonica. I najgorsze było to, że to nie przez jedzenie słodyczy, fast foodów, objadania się - mogłabym nic nie jeść a waga szła w górę. Pojawiały się także torbiele, kolejne leki, wizyty u lekarzy i tak w kółko. Pewnego dnia trafiłam do ginekologa, który kazał odstawić sterydy i zaproponował tabletki antykoncepcyjne na jakiś czas. Powiem wam, że mi to wówczas bardzo pasowało. I tak je brałam przez 8 lat. I bardzo dobrze się czułam, miesiączka pojawiała się jak w zegarku, z czasem hormony się uspokoiły, schudłam, ale tylko na jakiś czas. Organizm przez jakiś czas dobrze je tolerował, ale tylko przez jakiś czas. Czułam, że moja choroba jest uśpiona ale tylko na chwilę, że tak dobrze to długo nie będzie. Miałam w między czasie przerwę, bo chcieliśmy mieć drugie dziecko, ale próbowaliśmy i się nie udało. Były kolejne wizyty u lekarzy, leki, próby i po jakimś czasie daliśmy sobie spokój. Widocznie mam mieć tylko jedno i bardzo się cieszę, że je mam. 

W tym roku nastał czas, gdy całkowicie odstawiłam tabletki antykoncepcyjne. Mój organizm zaczął znowu wariować, przez tabletki zaczęły mi się problemy z żyłami, żylaki, refluks żylny, ciężkość nóg i przestraszyłam się zakrzepicy. Waga znowu zaczęła wariować, wahania nastroju wróciły. Po prostu moje hormony i moje uśpione przez jakiś czas jajniki znowu wróciły do życia i aktywności. I znowu lekarze. Byłam ciągle śpiąca, nie miałam w ogóle energii. Ile bym nie spała to ciągle byłam zmęczona. Pogorszyła mi się cera, zaczęły mi wyskakiwać jakieś krostki, taka kaszka na czole, zaczęły mi wypadać włosy. Miałam dziwne ataki, a to wydawało mi się, że nie mogę złapać tchu, a to doszedł problem z żołądkiem i paskudna bakteria, znowu leki, antybiotyki i to długi czas. Bakterię pokonałam, ale mam wrażenie, że mój żołądek już nigdy nie wróci do sprawności. Wiecie co - miałam dość. Ciągle źle się czułam, naprawdę. Modliłam się o dzień kiedy wszystko będzie super, nic nie będzie mi dolegało, nie będę miała uczucia, że zaraz zemdleję, że coś jest nie tak, uderzeń gorąca i zimna, uczucia dziwnego ucisku w klatce piersiowej, uczucia guli w gardle. Odwiedziłam chyba wszystkich możliwych lekarzy, kardiolog, alergolog, dermatolog, neurolog, ginekolog. Szukałam przyczyny i szukałam, bo przecież jakaś przyczyna być musi. 

Miałam to szczęście, że trafiłam do lekarza endokrynologa, który zlecił mi diagnostykę w szpitalu, uwierzycie, po prostu powiedział, że nie będzie mnie ciągał z badaniami tylko wszystko zrobią w szpitalu. Skakałam z radości. Ile to ja się już nachodziłam po lekarzach, badaniach, ileż ja to już na to kasy wydałam. No i co - i zrobili badania, dosłownie wszystkie. I wyszło, że mam policystyczne jajniki bardzo aktywne i do tego doszła insulinooporność, co prawda na szczęście w sumie jej początek. Dostałam leki glukophage i zalecenie zgłoszenia się na kolejną wizytę za pół roku. No i dieta i ruch. 
Spędziłam wiele godzin na czytaniu różnych opracowań w internecie, przeczytałam kilka książek w tych tematach. 

I tak sobie siedząc pewnego dnia pomyślałam, że przygotuje cykl postów na ten temat. Co próbuję i jak to działa. Chcę wrócić do sprawności i to całkowitej, chcę zrzucić kilka kilogramów i znów czuć się dobrze, po prostu dobrze sama ze sobą. Napisałam do koleżanki, która jest dietetykiem i ona zgodziła się mi pomóc, razem będziemy tworzyć ten cykl. I bardzo się z tego cieszę, bo mam w sobie potrzebę pomocy, przekazania tego co we mnie siedzi, mam tyle myśli na minutę i tyle chęci na zmiany. Tak więc zaczynam, może i wy mi w tym pomożecie. 

Dzisiaj to by było na tyle. To taki mój bardzo osobisty post. Stwierdziłam, że pisząc taki cykl może komuś pomogę. Bo nawet nie zdawałam sobie sprawy, ile kobiet się boryka z tym problemem. Jest nas naprawdę mnóstwo i musimy trzymać się razem i sobie pomagać. W kolejnych postach będą bardziej fachowe informację, odrobina teorii i z pewnością dieta i przepisy. Musicie się tylko uzbroić w cierpliwość, bo to wymaga czasu i dopięcia wszystkiego. 
A może jest wśród was ktoś kto ma policystyczne jajniki, ma swoje własne doświadczenia, rady i coś również pomoże. Piszcie w komentarzach, porozmawiajmy. Możecie także pisać do mnie na maila szkodzinska.marzena@gmail.com. Obiecuję, że zawsze wam odpowiem. Nie jestem w tym temacie jakąś specjalistką, ale dużo przeszłam i wiele łez wylałam, wiele nerwów straciłam, wiele razy chciałam się poddać. I znowu zaczynam od nowa, tym razem inaczej, zdrowo i z fachową pomocą. I wiem, że mi się uda, nam się uda. 

10 komentarzy:

  1. Moje hormony teraz tak szaleją jak piszesz, ale mój lekarz tylko tabletki chce przepisywać :-( Mam też właśnie wahania wagi, no nic muszę chyba rozejrzeć się za innym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo interesujący i ważny temat poruszyłaś Marzenko. Ja na szczęście nie mam takiego problemu, ale przyjaciółka ma i wiem jak ważna jest dobra i szybka diagnoza.
    Bardzo ciekawy cykl i chętnie będę zaglądać, a Tobie życzę dużo zdrówka kochana.

    OdpowiedzUsuń
  3. Poruszyłąś interesujący temat. Bardzo chętnie i z zainteresowaniem przeczytałam. Pozdrawiam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
  4. W dzisiejszych czasach, czyli kulcie fit sylwetki musi być strasznie trudno zaakceptować siebie z dodatkowymi kg zwłaszcza kiedy wie się jaka jest tego przyczyna. Zawsze mówię, że tycie od jedzenia to nie problem, bo zawsze można sobie z tym poradzić. Tycie od szalejących hormonów i tabletek to jest dopiero wyzwanie! A nawet nie zdajemy sobie sprawy ile kobiet ma właśnie taki problem a ludzie tak chętnie je oceniają nie znając tej kobiety i jej trudów :( Marzenko życzymy powodzenia i mamy nadzieję, że pomożesz dzięki tym wpisom przejść innym kobietom przez tą chorobę z ogromnym wsparciem i zrozumieniem. :* <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje wam bardzo dziewczyny. Taki właśnie mam zamiar - pomóc, długo myślałam czy się z tym wszystkim dzielić ale ważniejsza jest dla mnie pomoc, w grupie jest raźniej :-)

      Usuń
  5. A słyszałaś o poście dr Dąbrowskiej? On leczy różne choroby, leczy gorsze rzeczy niż policystyczne jajniki! Jak również, w połączeniu z postem Dąbrowskiej, wykluczenie z diety produktów nietolerowanych (najczęściej jest to gluten, ale mogą być jajka, mleko...) Warto przeczytać książkę-broszurkę dr. Dąbrowskiej "Ciało i ducha ratować żywieniem" i zajrzeć do niej na stronę internetową, albo pojechać na turnus np do Gołubia, gdzie masz konsultacje z lekarzem i postne jedzenie oraz ćwiczenia, spacery. Bardzo polecam!
    A ja tymczasem wypróbuję Twój przepis na bataty i placki z cukinii z bulgur. Pozdrawiam serdecznie. Donata

    OdpowiedzUsuń
  6. tak jakbym trochę siebie widziała..czekam na następne posty

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuje za odwiedziny i pozostawiony komentarz. Będzie mi miło jak spotkamy się znowu. Drogi anonimie zostaw chociaż swoje imię. Wypróbowałaś/eś przepis z mojego bloga - podeślij mi zdjęcia a umieszczę go w galerii na fb.